piątek, 9 maja 2014

CHAPRET 2

   Obudziłam się, przetarłam zaspane oczy i przez chwilę nie mogłam przypomnieć sobie, gdzie jestem. Świadomość przywróciły mi dopiero walizki i pudła poustawiane na podłodze pokoju, który od dzisiaj był moim pokojem. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie jestem sama. Sofę stojącą obok łóżka zajmował starszy chłopak z burzą loków na głowie o imieniu Harry. "Ten facet coraz bardziej mnie irytuje" pomyślałam. Jak on mógł wejść do tego pokoju bez pozwolenia?! 
   -Nie słyszałeś nigdy o takiej czynności, jaką jest pukanie?- spytałam zaspanym, lecz poważnym głosem.
   -Pukałem! Nawet kilka razy! Ale ty spałaś jak suseł, więc sam postanowiłem wejść- i znowu ten ironiczny uśmieszek. Jak on mnie zaczyna wkurzać!
   - A co to za ważna sprawa, że nie mogłeś zaczekać aż się obudzę?
   -Tak po prostu. Nudziło mi się, a przecież od czego ma się siostrę! -Ałć! Zabolało... Czyli jako "siostra" będę dla niego tylko paniusią do odpędzania nudy! Suuper...
   - Wiesz, ale chyba będę musiała cię trochę zasmucić, bo dla mnie, ani ty, ani twój "wspaniały tatulek" nigdy nie będziecie prawdziwą rodziną. Niestety. Ja już miałam swoją rodzinę.... mam!... i nie pozwolę, żeby ktokolwiek inny zajął ich miejsce!
   -Taa.. może to i nawet lepiej?- powiedział tak, jakby się nad czymś zastanawiał.
   - Czemu tak uważasz?
   -Bo gdybyśmy byli rodzeństwem, nie moglibyśmy robić wielu ciekawych rzeczy- uśmiechnął się do mnie zawiadancko i zaśmiał się krótkim, dźwięcznym głosem.
   - Wielu ciekawych rzeczy mówisz? A o jakie rzeczy ci na przykład chodzi?
   -Chociażby takie- niespodziewanie przysunął się na łóżko, blisko mnie. Zdecydowanie za blisko. A już za chwilę poczułam jego miękkie wargi na swoich. Zaczął delikatnie pieścić swoimi ustami moje, przechodząc powoli w coraz mocniejsze, aż w końcu poczułam jego język, próbujący utorować sobie miejsce do wnętrza moich ust. Wtedy się opamiętałam. Z całej siły ucelowałam z otwartej dłoni w jego policzek. Odskoczył ode mnie jak oparzony, chwytając się za bolącą część twarzy. Warknął na mnie cicho, jego oczy pociemniały. Złapał gwałtownie za moje nadgarstki, przygwóździając mnie do prześcieradła. Przeszywał mnie swoim ciemnym, przerażającym wzrokiem.
   -Nie waż się więcej mnie dotykać!- warknął przez zęby, próbując opanować emocje. Patrzyłam na niego przestraszona. Chwilę potem oczy Harrego wróciły do pierwotnej barwy i na lego twarzy znów pojawił się szeroki, kpiący uśmiech. Zdezorientowałam mnie ta nagła zmiana emocjonalna.
   -Podobało ci się. - odrzekł obojętnie.
   -Nie! Wcale mi się nie podobało! Myślisz, że gdybym chciała tego, to uderzyłabym cię?
   -Podobało ci się- jego spokojny, lekko zachrypnięty głos doprowadzał mnie do szału. - Gdyby ci się nie spodobało, od razu byś mnie odepchnęła.
   -A wmawiaj sobie co tylko zechcesz do tej pustej głowy. Ale mam nadzieję, że więcej to się nie powtórzy.
   -Sama wkrótce będziesz chciała, bym to powtórzył- jego pewność siebie jest przytłaczająca. Ale przyznam, że ciężko jest mi się skupić na odpowiedzi, kiedy on tak wisi nade mną, zgniatając moje nadgarstki.
   - Nie wyobrażaj sobie za dużo! Po pierwsze w ogóle ciebie tu nie powinno być.. nie.. to mnie tu nie powinno być! Ciebie nie powinno być w tym pokoju, kiedy ja spałam. A teraz łaskawie zejdź ze mnie, bo zgniatasz mi ręce!
   -Oj, przepraszam. - Odciągnął swoje duże dłonie od moich i usadowił się obok mnie na łóżku.- Ale nie mów, że nie powinno ciebie tu być. Zobaczysz, że tu ci się spodoba. Poznasz nowych znajomych, przyjaciół. Ja będę obok- puścił mi oczko.- Nie będzie tak źle! Zawsze możesz przyjść i pozwierzać się starszemu bratu. -Bolesne wspomnienia Mata wypełniły moją głowę. Nie teraz. Proszę! Teraz muszę się pozbyć zbędnego problemu z pokoju o imieniu Harry! Potem będę miała czas na rozmyślania i popłakiwanie w kącie. Muszę z jakoś zbyć.
   -No ok. Jak sobie wolisz. Ale teraz, proszę, czy mógłbyś opuścić moją sypialnię, bo chciałabym się rozpakować.
  -Pomóc ci?
   -Nie! Dam sobie radę!
  -Dobrze. TO ja idę. Jakbyś czegoś potrzebowała, to będę u siebie. A jak nie będę się odzywał, to znaczy, że wyszedłem.
   -Będę mogła na ciebie poczekać w środku- powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem.
  -Ani mi się waż! - wykrzyknął. -Tam są moje prywatne rzeczy i nie masz prawa ich ruszać!
  -Dobrze, dobrze! A ty mogłeś tu wchodzić bez pozwolenia?- krzyknęłam prawie równo głośno, co on.
   - Na prawdę chcesz ciągnąć ten temat? Myślałem, że chcesz się mnie z tąd jak najszybciej pozbyć.- rumieńce na mojej twarzy dały mu odpowiedź. Odwrócił się i zmierzał w stronę drzwi.
   -Harry- zwróciłam się zmieszana.
   -Tak?- powiedział z nadzieją.
  -Dokąd.. Gdzie jest moja mama z Davem? -w ostatniej chwili zmieniłam swoje pytanie.
   -Poszli pozwiedzać. Jak będziesz chciała, to cię oprowadzę po okolicy- uśmiechnął się przyjaźnie. 

   - Dzięki, ale dziś chyba nie mam siły -odpowiedziałam, co zresztą było zgodne z prawdą.
   -Ok. To pa.- powiedział, i wyszedł z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
   Odetchnęłam głęboko i zaczęłam się rozpakowywać, rozmyślając nad swoim przyszłym życiem w tym miejscu.. z Harrym..

Hej wszystkim! I jak rozdział? Coś mało komentarzów pod ostatnim.. ok.. to czekam na komentarze, uwagi.. mój tt :https://twitter.com/kkinia1234 . Jak macie jakieś pytania lub uwagi :D 

2 Komentarze= Next rozdział <3


piątek, 2 maja 2014

CHAPTER 1

   -Darcy, pospiesz się! Do Dave'a umówiłyśmy się na pierwszą! Jest już jedenasta! Wchodź do samochodu, bo się spóźnimy!- słysząc głos swojej matki, niedobrze mi się robi. Jednak przeprowadzam się z nią do tego jej nażeczonego, ale czy mam inne wyjście? "Przecież siedemnastolatki nie mogą same mieszkać! To karygodne! " Ehh.. Specjalnie przedłużam pobyt tutaj, pod pretekstem szukania ładowarki do telefonu. Nie chcę opuszczać tego miejsca. Niby nie sprzedajemy domu i zawsze możemy tu wrócić, ale mama myślami jest już tylko w domu Dave'a, więc o najbliższym przyjeździe tutaj można tylko pomarzyć.
   _ Darcy, chodź już, bo ja zaraz po ciebie tam przyjdę!
   -Już idę mamo!- ostatnie tęskne spojrzenie w stronę mojego pokoju. Zakluczam drzwi i wchodzę do samochodu, usadawiając się na miejscu pasażera.
   Teraz czekają mnie dwie godziny katorgi, spędzone na wyobrażeniach o nowym domu, znajomych, nowym.. bracie.. Byle tylko wytrzymać ten rok, a wtedy tutaj wrócę! Obiecuję ci to domeczku!
***
   Czas jaazdy minął szybko, zdecydowanie za szybko. Zatrzymaliśmy się przed niewielkim piętrowym domkiem z ogródkiem.. "No normalnie jak domek babci z czerwonego kapturka. Tylko, że wilka nie ma!" Zaśmiałam się ze swojej głupoty. Mama już wyszła z samochody i otwierała bagażnik. Ostatni głęboki wdech i wydech i wysiadam z pojazdu, żeby pomóc jej wyciągnąć walizki.
   Niosąc trzy torby ze swoimi rzeczami, rozglądałam się po okolicy i próbowałam wyłapać z otoczenia jakieś znaki szczególne. Nic. Kompletnie nic nie wymyślę. Ulica jak każda inne... Wąska droga, naokoło której pobudowano marna atrapy architektoniczne, zwane potocznie domami. I właśnie w jednym z takich dziwadeł będę musiała od dziś zamieszkać... Czy wytrzymam? Czas pokarze, ale na tę chwilę, to gdybym mogła, zwiałabym, gdzie pieprz rośnie. Ale niestety.. nie mogę.. Od momentu przekroczenia progu mojego nowego miejsca zamieszkania, oficjalnie zostanę przyjęta do grona jego mieszkańców.. od tego momentu będę tu zasypiać, budzić się, jeść, pracować, chodzić do szkoły, i wiele, wiele więcej... w skrócie, będę " mogła czuć się tutaj jak u siebie w domu"... tyle, że nie będę u siebie..
   - Pięknie tu, nieprawdaż?- moje rozmyślania na temat nowego rozdziału w moim życiu przerwał podniecony głos mamy. - Dave obiecał, że jak tylko się rozpakujemy, oprowadzi nas po okolicy, zabierze na obiad, pokaże swoje i Harrego ulubione miejsca.. Chyba że wolisz, żebym z nim poszła sama, a ciebie oprowadził tylko Harry? Będziecie mieli więcej czasu na poznanie się i..
  - Nie dzięki, ale dziś chyba nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Głowa mnie boli. Nie wiem nawet, czy zdołam się dziś jeszcze rozpakować...
   -Aa... rozumiem..  za dużo wrażeń jak na jeden dzień.. Dobrze. To dziś się prześpij, a zwiedzanie zostawimy na jutro. Na pewno Dave to zrozumie.. - tylko Dave, Dave, Dave.. tak naprawdę głowa mnie nie boli, ale jak na razie wolałabym uniknąć publicznego ukazywania się i komentarzy typu: "Patrz, nowa!" "Chyba ktoś nowy się do nas sprowadził!" " Trzeba przywitać nowych sąsiadów" skierowanych w moją stronę. Ale mamie nie zabiorę przyjemności czerpanej z chwili sam na sam z nażeczonym. Co to, to nie!
   -Ale mamo, nie ma problemu! Idź z Davem, nie zmieniaj planów, tylko ze względu na moją migrenę. Ja sama później pozwiedzam. Ty idź się dobrze bawić!
   - Na prawdę? No dobrze.. Ale wejdźmy w końcu do środka! Musisz zobaczyć, jakie miejsce możesz od dziś nazywać swoim nowym domem! - " nie na długo"- pomyślałam. Ale nie będę psuć jej humoru.. chodź, patrząc na jej rozpromienioną twarz i podniecenie w jej głosie, w ogóle nie zauważyłaby, że nie jestem uradowana ze zmiany środowiska...
   - To wchodzimy!-  mama otworzyła drzwi, a w progu już czekał na mnie mój przyszły "tatuś" w koszuli w kratę i czarnych spodniach. Kawałek za nim, po jego lewej stronie, stał chłopak, prawdopodobnie Harry, w czarnych rurkach i białym t-schirt, przez który prześwitywała klatka piersiowa pokryta tatuażami. Na głowie miał burze loków, a w uszach tunele. No, nie powiem, gdyby nie fakt, że będziemy mieli zostać rodzeństwem, mogłabym do niego zarywać.
   -Witaj Anne! Jak dobrze cię znów widzieć!- Dave przywitał się z moją mamą buziaczkiem.. OHYDA!- a to pewnie jest Darcy! Cześ, jestem Dave. - podał mi rękę na przywitanie.
  -Cześć!- odwzajemniłam uścisk dłoni.
   -Jestem Harry- chłopak zbliżył się trochę i kiwnął głową w moją stronę. Uśmiechnęłam się lekko, ale żadne z nas nie zbliżyło się na tyle, by podać sobie dłonie.
   - To co? Dziewczyny są pewnie ciekawe swoich pokoi? Ja zaprowadzę Anne do naszej sypialni, a ty Harry zaprowadź Darcy.
   Skinął na mnie głową, że mam iść za nim. Tak zrobiłam. Poprowadził mnie przez schody, skręciliśmy w lewo i dotarliśmy do drzwi znajdujących się na końcu korytarza.
   -To jest twój pokój. Jakbyś czegoś chciała, to ten obok jest mój. Ale nie.. lepiej nie pukaj.. Nie mam siły zaprzątać sobie tobą głowy- uśmiechnął się ironicznie i wszedł do swojego pokoju. 
   Otworzyłam drzwi do swojej sypialni i przeleciałam ją wzrokiem. Nic nadzwyczajnego. Kilka białych mebli, ściany pomalowane na jasny odcień zielonego, wielkie łóżko z żółtymi poduchami i zielona sofa. Nie zważają na porę dnia, zdjęłam buty i rzuciłam się na łóżko. Od razy zasnęłam..
   Nagle jakby przez mgłę usłyszałam pukanie do drzwi. Z każdą chwilą się nasilało, aż w końcu usłyszałam, jak ktoś wchodzi do pokoju..


Cześć! I jak tam rozdział? Mam nadzieję, że się spodobało :D Proszę was,o zostawianie komentarzy po przeczytaniu rozdziału. KOLEJNY ROZDZIAŁ = 2 KOMENTARZE . Tyle na razie chyba wystarczy :D no dobrze.. to do następnego :D